Plecak podręczny BidMamba 40 x 20 x 25 ma wyjątkową funkcjonalność. Można zapiąć paski na ramię, ukrywając je w tylną kieszeni, dzięki czemu zachowana jest absolutna przydatność przy harmonijnym i atrakcyjnym wzornictwie. W tej konfiguracji plecak można zawiązać do dużej walizki na kółkach lub nosić jak torbę podróżną. Jaki plecak w góry: Poradnik dla początkujących. Wybór plecaka do gór jest jednym z najważniejszych aspektów przygotowań do wyjazdu. Plecak powinien być wygodny, wytrzymały i pomieścić wszystkie niezbędne rzeczy. Oto kilka porad, które pomogą wybrać odpowiedni plecak. Rozmiar. Przy wyborze plecaka ważny jest jego rozmiar. Plecak w góry to jeden z najbardziej popularnych produktów marki Outdoor Gear. Firma ta specjalizuje się w produkcji sprzętu turystycznego i outdoorowego, a jej plecaki są znane ze swojej trwałości, funkcjonalności i wytrzymałości. Plecaki te są idealne dla osób, które lubią aktywny tryb życia i chcą mieć wszystko, czego potrzebują podczas wypraw górskich. Plecaki Outdoor Vay Tiền Nhanh. nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 01-12-2009 08:29 PM preludium? Raki? A na co mi te raki. Do szafy! Czekan? A na co mi ten czekan. Do szafy! Hmmm, chociaż może jeden wezmę. Kijków nie mam więc przynajmniej będę się miał czym podpierać. Buty zimowe? A na co mi te buty zimowe. Łazić większość po kamieniach w takich twardych podeszwach do żadna przyjemność. Do szafy! Windstoper? A na co mi ten windstoper. Na necie pisało że ma wiać raptem z prędkością siedemnastu czegoś tam. Pewnie kilometrów na godzinę. Do szafy! Szafa może być ciężka, plecak nie! do góry? W Tatrzańskiej Łomnicy wylądowaliśmy w zupełnych ciemnościach, w zupełnych ciemnościach szliśmy do stacji kolejki przy Skalnatym Plesie i w zupełnych ciemnościach doszliśmy do niej. Kompletne ciemności, jeśli nie liczyć kilku smug światła wydobywających się z niektórych okien. Rozbiliśmy się na drewnianym tarasie przed zamkniętym na głucho wejściem do restauracji. Temperatura była taka jak zapowiadali ? oscylowała w granicach kilku stopni. Oczywiście minus kilku stopni. Gdy do tego doszedł jeszcze silny wiatr, wszystko razem sprawiło że długo nie wytrzymałem tuląc się do plecaka i rozcierając zmarznięte dłonie. Wyruszyłem na obchód szukając cieplejszych rejonów. Po zrobieniu prawie pełnego okrążenia kompleksu budynków, znalazłem jedne otwarte drzwi na korytarz. Po dogłębszej penetracji korytarza znalazłem jeszcze cieplutką świetlicę. Po powrocie do Ivony ekspresem się tam ewakuowaliśmy. W środku chwilę poczytaliśmy plan na później, ale nieprzespana noc zrobiła swoje. Powoli zaczynałem się rozklejać. Położyłem się na drewnianej ławce i pozwoliłem sobie odpłynąć mojemu umysłowi. Ivona chwilę później zrobiła dokładnie to samo. Ciepło i cisza sprawiły że wszelaką działalność górską w tym dniu miałem ochotę zakończyć definitywnie na tej ławce. Nawet powoli budzący się dzień nie był w stanie zmusić mnie do czegokolwiek więcej niż obrócenia się na drugi bok. Widziałem przez okno barwiącą się na czerwono łunę horyzontu, i myślałem o pięknych ujęciach jakie mógłbym zrobić gdyby chciało mi się ruszyć dupsko z ciepełka. Tylko że mi się nie chciało? Nie wiem ile tak byśmy przeleżeli, i czy w ogóle coś byśmy zrobili jeszcze wówczas, gdyby w pewnym momencie nie wszedł do świetlicy jakiś mężczyzna, prawdopodobnie pracownik. Spojrzał na nas z wyraźną dezaprobatą i coś zamruczał. Możliwe że było to zwykłe ?dobriden?, a dezaprobata była jedynie powierzchowna i wynikała bardziej z konieczności wstania o tak wczesnej porze w niedzielę, niż znalezienia dwójki turystów kimających ?na waleta?. Ale obawiając się że przybysz może zażądać jakiejś opłaty za nocleg, albo czegoś równie głupiego, zmotywowałem się i zwlokłem z prowizorycznego posłania. Nie przyszło mi to bez marudzenia, ale się w końcu udało? Później poszło już trochę łatwiej ? ubranie tych wszystkich warstw, założenie plecaka i wyjście z ciepłej atmosfery nie zajęło zbyt wielu chwil. Ale i tak straconego czasu w świetlicy nie udało się nam już odzyskać przez resztę dnia. Pierwsze, co ukazało się naszym oczom na zewnątrz po wyjściu z budynku, był spektakl wschodu. Wiele ich już widziałem w swoim życiu, ale na widok tego co zaczęła pokazywać nam w ten poranek Natura, nie potrafiłem przejść obojętnie. Show było krótkie, ale dawało przedsmak tego co straciliśmy chwilę wcześniej. Jak abstrakcyjnie piękny musiał być poprzedzający go świt, mogłem sobie tylko wyobrażać? Otrząsnąłem otępiały umysł z resztek zauroczenia i ruszyłem dalej. Do góry. Na spotkanie wiatru. Do odbicia czerwonego szlaku dotarliśmy bez problemu. Tu zamiast w prawo odbiliśmy nieznacznie w lewo, by za następnym załomem skierować się ponownie wprost w górę. Jak podawał opis, nużące i monotonne podejście. Ale widokowo całkiem sympatyczne. Wśród głazów i kamieni prosto do góry. Tylko że my, oprócz kamieni mieliśmy jeszcze jedną atrakcję ? śnieg. Nie dużo na razie, ale wystarczająco by utrudnić podchodzenie. Początkowo przeważał teren skalny, ale wraz z wysokością górę zaczął brać śnieg. Ivona ubrała raki. Ryk wiatru zagłuszył jej komentarz, jaki wygłosiła na wiadomość o tym że moje raki zostały w domu. Niewiele straciłem, później w ciągu dnia jeszcze kilka razy dowiadywałem się do czego się nadaję? Wiatr coraz bardziej przybierał na sile. Już nie był tylko dodatkiem do góry ? stał się głównym elementem naszej drogi. Wyznaczał kiedy mogliśmy iść, a kiedy musieliśmy odpoczywać. Gdy smagał z maksymalną siłą, zmuszał nas do przykucnięcia i złapania się skały. Jeśli nie było w pobliżu skał, wbijałem czekan i trzymałem się jego. Po prostu nie byłem w stanie zrobić pewnego kroku gdy grad lodowych igiełek uderzał we mnie z nieprzewidywalną regularnością. Gdy obracałem się tyłem do tych pocisków, kilkanaście metrów niżej widziałem zmagającą się z wichurą Ivonę. Z tego co potrafiłem dostrzec przez tumany śnieżnego pyłu, pomimo posiadania raków nie szło jej dużo lepiej niż mnie. Siedemnaście pomyślałem. Ciekawe czego siedemnaście. Bo na pewno nie kilometrów na godzinę. Później, już w domu sprawdziłem jeszcze raz jednostkę. Metry na sekundę. Łatwo się domyślić co pomyślałem wówczas o swojej spostrzegawczości? W pewnym momencie dotarłem tuż na skraj grani. Spojrzałem na otwierający się przed moimi oczami widok masywu Łomnicy i Wideł i pomyślałem że pasuje zrobić jakieś zdjęcie. Wbiłem czekan i na tym zakończyłem jakiekolwiek świadome i skoordynowane czynności. Nagłe i niesamowicie silne uderzenie lodowatego powietrza sprawiło że straciłem równowagę i poleciałem do tyłu. A dokładniej poleciałbym, gdyby nie założona na rękę pętla z wbitego przed ułamkiem sekundy czekana. Wykonałem ciekawą wizualnie figurę zakończoną padem na ziemię. Upadek był już częściowo świadomy ale zdecydowanie wymuszony chwilowymi warunkami. Wyswobodziłem czekan i na czworakach wycofałem się nieco poniżej. Pieprzyć zdjęcia. Przynajmniej z tego nieżyczliwego miejsca? Na szczęście huragan nie był regularny. To co z jednej strony utrudniało marsz (nigdy nie wiedzieliśmy kiedy, z której strony i z jaką siłą zawieje w następnej sekundzie) i sprawiało że momentami wyglądaliśmy na lekko nietrzeźwych, dawało równocześnie momenty prawie całkowitej ciszy w której można było strzelić fotkę, spojrzeć co czeka nas dalej czy po prostu odsapnąć. Jednak pomimo niezbyt ciekawych warunków wciąż parliśmy do przodu. Po bliżej nieokreślonym czasie dobiliśmy do wypłaszczenia grani, skąd otwierał się widok na druga stronę. W kierunku Tatr Bielskich. Dodatkowo, kilkanaście metrów przed sobą dostrzegłem wierzchołek. Wiedziałem że szczyt ten nie był naszym dzisiejszym celem, a u niektórych jako cel sam w sobie (szczególnie zdobyty najprostszą drogą) wzbudzał by pewnie lekkie rozbawienie zabarwione ironicznym tonem, ale o dziwo, mnie jego bliskość przyniosła szczerą satysfakcję. Bardzo możliwe iż ubocznym czynnikiem była świadomość końca koszmarnego podejścia, gdy przy każdym kroku ślizgałem się po lodzie, dodatkowo zmagając się z wiatrem. Niestety, nie wiedziałem wówczas jeszcze że najciekawsze na mnie dopiero czekało? na dół? Zaczekałem aż Ivona pojawi się na przełączce i ruszyłem w kierunku szczytu. Dotarłem na pierwszy wierzchołek, spojrzałem przed siebie i zobaczyłem ciąg dalszy naszego dzisiejszego planu. W jednej chwili zrozumiałem że bez korekty się nie obejdzie. Dużej korekty. Dojść granią do najbliższej przełęczy można było spróbować, zresztą i tak trzeba było jakoś zejść na dół, ale atakować szczyt przy takiej pogodzie i na ?letnio? było już samobójstwem. Wprawdzie całkiem ciekawą jego odmianą, ale jednak nadal samobójstwem. Zdawałem sobie sprawę że te strome zaśnieżone żleby nie są tak strome jak wyglądają z tej perspektywy, ale jeżeli na o wiele bardziej płaskim podejściu miałem takie problemy z utrzymaniem równowagi na lodzie, to tam wyżej nie ujdę nawet kilkunastu metrów. Spojrzałem na towarzyszącą mi dziewczynę zastanawiając się jak jej przekazać moje wątpliwości, ale po wyrazie jej twarzy zrozumiałem że nie muszę niczego jej tłumaczyć. Równocześnie zwróciliśmy wzrok w kierunku masywu. Jeżeli mieliśmy jeszcze w tamtym momencie jakiekolwiek wątpliwości co do trafności decyzji o odwrocie, to ostatecznie rozwiała nam je chyba mała lawinka pyłowa, która właśnie schodziła sobie jednym z hipotetycznie nadających się do podejścia żlebów. Była tylko niewielkim wodospadzikiem śniegu, ale doskonale zdaliśmy sobie sprawę z tego co czekało by nas, gdybyśmy akurat się w tym żlebie znajdowali. A lawinka ta nie była osamotniona. Więc spadamy stamtąd. I to szybko. Nie traciłem czasu na podziwianie widoków, ani na cokolwiek innego. Moje letnie buty z systemem pełnej cyrkulacji powietrza (czyli dziur na wylot w miejscu bocznych szwów) już dawno przestały spełniać jakiekolwiek ciepłownicze funkcje, przez co natychmiast gdy się tylko zatrzymywałem, czułem zimno w stopy. Gdy się ruszałem, było jeszcze jako tako, ale każdy postój to początek odrętwienia. Ruszyłem w dół. Wprost w serce leżącej u mych stóp kotlinki. Nie zastanawiałem się nad czekającymi mnie trudnościami na tym lodowym zboczu, po prostu chwyciłem mocniej czekan w dłoń i zacząłem schodzić. Pierwszy poślizg zaliczyłem już po kilku krokach, upadek chwilę później. To sprawiło że zacząłem stopniowo trawersować na przeciwną stronę kotliny. Wiedziałem z pamięci że ta strona którą zacząłem schodzić kończy się niżej czymś w rodzaju skarpy czy urwiska. Mój ewentualny lot (który z każdym kolejnym krokiem stawał się niemal niemożliwy do uniknięcia) wolałem wykonywać w terenie w którym moje szanse wyjścia z niego cało będą relatywnie większe. Pierwszy, najbardziej stromy etap pokonałem jeszcze bez dodatkowej dawki adrenaliny. Tam śnieg był w większości głęboki, a lodowe odcinki rzadkie i niewielkie. Jednakże wraz ze spadkiem nachylenia stoku, lód na jego powierzchni spotykałem coraz częściej. W niektórych miejscach nie dało się go obejść, i wówczas zostawałem zmuszony do wchodzenia na niego. Starałem się unikać tego z całego serca, ale kilka razy nie miałem wyjścia. Trzy czy cztery upadki na takim lodowisku zakończone na szczęście krótkim, bo co najwyżej dwumetrowym ślizgiem, dawały mi niejakie pojęcie o tym, co czekałoby mnie gdyby nie mój ostatni wierny przyjaciel - czekan. W pamięci najbardziej utkwił mi jeden kilkunastometrowy odcinek lodowego betonu. Schodziłem nim w nader oryginalny sposób, ale chyba jedyny dostępny. Wisząc na wbitym czekanie, opuszczałem się jak najniżej. Następnie wyciągałem ostrze, i gdy tylko zaczynałem się bezwładnie ześlizgiwać w dół, błyskawicznym ruchem wbijałem czekan metr niżej niż dotychczas pozwalając mu by mnie wyhamowywał nagłym szarpnięciem. Wyjęcie, wbicie, szarpnięcie! I tak w koło. Gdzieś przy którymś kolejnym uderzeniu przyszła mi do głowy myśl czy zdążę wbić czekan po raz drugi, gdyby za pierwszym razem nie wszedł dostatecznie głęboko. Idąc wyżej nie raz już mi się to zdarzało gdy trafiałem nim np. w skały. Ale wiedziałem że o tym będę mógł się dowiedzieć tylko w jeden sposób, więc wywaliłem te myśli z umysłu. Wolałem się skupić na zejściu. Wyjęcie, wbicie, szarpnięcie! Potem jeszcze kilka poślizgów, parę upadków, jeden mało fajny lot i już. Udało się. Udało się. Udało się zwlec swoje przemarznięte ciało w bezpieczne rejony w jednym kawałku, i pomimo że z odrobinę podniesionym poziomem adrenaliny, to jednak zadowolony w ogólnym rozrachunku dnia. Wracając, wspięliśmy się jeszcze na okoliczne pagórki, by spojrzeć na drugą stronę grani i porobić w końcu jakieś ciekawe fotki. Ale pogoda pogarszała się z minuty na minutę, więc szybko się nam znudziło. Przechodząc w pobliżu Skalnatego po raz ostatni spojrzałem na skalny mur rozpościerający się przed moimi oczami. Uśmiechnąłem się szczerze i pogroziłem mu w duszy palcem. Wiedziałem że tam jeszcze wrócę? RE: nie ma to jak lekki plecak... - lapikus - 01-12-2009 10:21 PM mpik! Długo kazałeś czekać na kolejną Twoją opowieść. Ale warto było! Zawsze z wielkim zaciekawieniem czytam wszystkie Twoje relacje, już chociażby z racji tego, że dla mnie świat tego typu wędrówek, to "zakazany owoc". Dowiadywanie się o nim z pierwszej ręki, tak prosto od serca, tylko i wyłącznie na podstawie własnych przeżyć, czynią go nie tyle autentycznym, co przede wszystkim niezwykle wiarygodnym. Kto by pomyślał, że tak doświadczony w wysokogórskiej wspinaczce górołaz w sposób dość lekceważący zbagatelizuje warunki mogące panować na "wysokościach". Natura, jak widać, nie pozostała Ci dłużna i z nawiązką odpłaciła za ten wybryk. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przekonałeś się o tym, że lajtowy plecak, nie koniecznie musi oznaczać lżej w górach. Zdjęcia. Czekam na kolejną porcję górskiej przygody. RE: nie ma to jak lekki plecak... - bober37 - 01-12-2009 10:26 PM Witam. następnym razem zrób szafę lzejszą ciekawa wycieczka, piękne focie)) RE: nie ma to jak lekki plecak... - Edyta85 - 01-12-2009 10:26 PM Mpki dobrze że i tu Ivona Cie nie ubiegła, masz jednak talent do pisania i bardzo lubię czytać Twoje relacje. No a teraz pewnie z większą uwagą czytasz jednostki RE: nie ma to jak lekki plecak... - paaulo - 02-12-2009 04:18 PM mpik napisał(a):Raki? A na co mi te raki. Do szafy! Czekan? A na co mi ten czekan. Do szafy! Hmmm, chociaż może jeden wezmę. Kijków nie mam więc przynajmniej będę się miał czym podpierać. Buty zimowe? A na co mi te buty zimowe. Łazić większość po kamieniach w takich twardych podeszwach do żadna przyjemność. Do szafy! Windstoper? A na co mi ten windstoper. Na necie pisało że ma wiać raptem z prędkością siedemnastu czegoś tam. Pewnie kilometrów na godzinę. Do szafy! Szafa może być ciężka, plecak nie! To się nazywa light&fast! Niepotrzebnie czekan brałeś, było by jeszcze bardziej fast, a relacja bardziej efektowna. Zejście raczej do kontrolowanych nie należało. Jakich warunków się spodziewałeś nie zabierając nawet raków? Ładne zdjęcia. RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 02-12-2009 10:42 PM paaulo napisał(a): Jakich warunków się spodziewałeś nie zabierając nawet raków? Podobnych do tych, jakie spotkałem na dwóch poprzednich wyjazdach, na których miałem i raki i czekany i sam nie wiem co jeszcze, a całe to ustrojstwo przenosiłem tylko w plecaku do góry i na dół... A cele były wyższe niż ten niedzielny. I podobno wówczas nawet sypało wcześniej. Że już nie wspomnę jak to ostatnio kumpel na webcamerce widział "Wielką Biel" dzień wcześniej... RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 02-12-2009 11:33 PM Jak zwykle znakomita relacja i z widokowego miejsca mpik napisał(a):Raki? A na co mi te raki. Do szafy! Czekan? A na co mi ten czekan. Do szafy! Hmmm, chociaż może jeden wezmę. Kijków nie mam więc przynajmniej będę się miał czym podpierać. Czekan ? Pastorał do podpierania byłby lepszy. Naprzód i Alleluja ! RE: nie ma to jak lekki plecak... - paaulo - 03-12-2009 01:09 PM mpik napisał(a): Podobnych do tych, jakie spotkałem na dwóch poprzednich wyjazdach, na których miałem i raki i czekany i sam nie wiem co jeszcze, a całe to ustrojstwo przenosiłem tylko w plecaku do góry i na dół... Brak opadów, dość ciepły dzień, zimna noc, silny wiatr. I tak od ładnych paru dni. Sprzyjające warunki dla lodu. Każdemu się zdarzy nie docenić warunków siedząc jeszcze w domu, ale w górach jest już znacznie mniej miejsca na takie błędy. Mogłeś nie mieć tyle szczęścia w zejściu. Pozdrawiam. RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 03-12-2009 06:01 PM paaulo napisał(a):Każdemu się zdarzy nie docenić warunków siedząc jeszcze w domu, ale w górach jest już znacznie mniej miejsca na takie błędy. Mogłeś nie mieć tyle szczęścia w zejściu. Wiem Łatwo jest oceniać siedząc w domu, podobnie jak łatwo jest już na miejscu stwierdzić co powinno się wziąć. Niestety, w moim akurat przypadku jak najlżejszy plecak jest jednym z priorytetów. Czasem wprawdzie może ktoś z zewnątrz orzec iż kosztem bezpieczeństwa, ale biorąc pod uwagę fakt iż dokładnie rok temu leżałem z częściowym paraliżem, mogę dziś na takie oceny spoglądać z przymrużeniem oka... Wiem że muszę dbać o kręgosłup. Inaczej... No właśnie, w tym rzecz że nie ma "inaczej" A wracając do szczęścia, myślę że ryzykiem którego nie podjąłbym, było pchanie się dalej. Zejście było niebezpieczne, ale nie bardziej niż wiele wcześniejszych... Tyle szczęścia (i umiejętności) by się ono udało, to ja jeszcze posiadam. Przynajmniej mam taką nadzieję RE: nie ma to jak lekki plecak... - maciek - 03-12-2009 08:46 PM mpik napisał(a): Pierwsze, co ukazało się naszym oczom na zewnątrz po wyjściu z budynku, był spektakl wschodu. Wiele ich już widziałem w swoim życiu, ale na widok tego co zaczęła pokazywać nam w ten poranek Natura, nie potrafiłem przejść obojętnie. Zobaczyć takie przedstawienie! Piękne chwile. RE: nie ma to jak lekki plecak... - paaulo - 04-12-2009 10:20 AM mpik napisał(a):Łatwo jest oceniać siedząc w domu, podobnie jak łatwo jest już na miejscu stwierdzić co powinno się wziąć. Wiem. Sam tego nie lubię i w miarę możliwości staram się tego nie robić. Stąd właśnie zdanie "Każdemu się zdarzy nie docenić warunków siedząc jeszcze w domu, ale w górach jest już znacznie mniej miejsca na takie błędy." mpik napisał(a):Mój ewentualny lot (który z każdym kolejnym krokiem stawał się niemal niemożliwy do uniknięcia) wolałem wykonywać w terenie w którym moje szanse wyjścia z niego cało będą relatywnie większe. Pierwszy, najbardziej stromy etap pokonałem jeszcze bez dodatkowej dawki adrenaliny. Tam śnieg był w większości głęboki, a lodowe odcinki rzadkie i niewielkie. Jednakże wraz ze spadkiem nachylenia stoku, lód na jego powierzchni spotykałem coraz częściej. W niektórych miejscach nie dało się go obejść, i wówczas zostawałem zmuszony do wchodzenia na niego. Starałem się unikać tego z całego serca, ale kilka razy nie miałem wyjścia. Trzy czy cztery upadki na takim lodowisku zakończone na szczęście krótkim, bo co najwyżej dwumetrowym ślizgiem, dawały mi niejakie pojęcie o tym, co czekałoby mnie gdyby nie mój ostatni wierny przyjaciel - czekan. W pamięci najbardziej utkwił mi jeden kilkunastometrowy odcinek lodowego betonu. Schodziłem nim w nader oryginalny sposób, ale chyba jedyny dostępny. Wisząc na wbitym czekanie, opuszczałem się jak najniżej. Następnie wyciągałem ostrze, i gdy tylko zaczynałem się bezwładnie ześlizgiwać w dół, błyskawicznym ruchem wbijałem czekan metr niżej niż dotychczas pozwalając mu by mnie wyhamowywał nagłym szarpnięciem. Wyjęcie, wbicie, szarpnięcie! I tak w koło. Gdzieś przy którymś kolejnym uderzeniu przyszła mi do głowy myśl czy zdążę wbić czekan po raz drugi, gdyby za pierwszym razem nie wszedł dostatecznie głęboko. Idąc wyżej nie raz już mi się to zdarzało gdy trafiałem nim np. w skały. Ale wiedziałem że o tym będę mógł się dowiedzieć tylko w jeden sposób, więc wywaliłem te myśli z umysłu. Wolałem się skupić na zejściu. Wyjęcie, wbicie, szarpnięcie! Potem jeszcze kilka poślizgów, parę upadków, jeden mało fajny lot i już. Udało się. Przeczytaj swój własny opis. Pewnie nie pierwszy raz hamowałeś czekanem, wiesz jak łatwo w takich warunkach stracić kontrolę. O ile w twardym śniegu jest ok, to w lodzie pozostaje liczyć na szczęście. A łeb nie szklanka, jak to mawiają. mpik napisał(a):Zejście było niebezpieczne, ale nie bardziej niż wiele wcześniejszych... RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 04-12-2009 10:57 AM paaulo napisał(a): O ile w twardym śniegu jest ok, to w lodzie pozostaje liczyć na szczęście. A łeb nie szklanka, jak to mawiają. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Pablo - 04-12-2009 11:46 AM skarpety na buty trzeba zakładać albo inne onuce RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 04-12-2009 01:59 PM mpik napisał(a):... Podobnych do tych, jakie spotkałem na dwóch poprzednich wyjazdach, na których miałem i raki i czekany i sam nie wiem co jeszcze, a całe to ustrojstwo przenosiłem tylko w plecaku do góry i na dół... ... Wiesz, w lecie takiego szpeju nie trzeba zabierać ale troche już się nam pora roku zmieniła może teraz juz zauwazyłeś RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 04-12-2009 06:55 PM paaulo napisał(a): Przeczytaj swój własny opis. Pewnie nie pierwszy raz hamowałeś czekanem, wiesz jak łatwo w takich warunkach stracić kontrolę. O ile w twardym śniegu jest ok, to w lodzie pozostaje liczyć na szczęście. A łeb nie szklanka, jak to mawiają. Ależ ja nie neguję Twojego zdania Patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego myślę że nie biorąc wówczas raków popełniłem błąd, który w ostatecznym rozrachunku kosztował mnie zdobycie szczytu. Ale nie pierwszy i pewnie nie ostatni taki w zyciu... A przytyk do oceniania z poziomu domu tyczyło się akurat bardziej mnie samego niż Ciebie. Natomiast sam lód starałem się omijać wszędzie gdzie się dało. A że nie wszędzie się dało, to i jest o czym pisać w relacji KasiaA napisał(a): Wiesz, w lecie takiego szpeju nie trzeba zabierać. ale troche już się nam pora roku zmieniła. może teraz juz zauwazyłeś Jak najbardziej zauważyłem. Ale wiesz jak to jest, nie bywam w Tatrach tak często, aby móc te zmiany zauważyć na tyle wyraźnie, by idealnie dopasowywać się z doborem odpowiedniego sprzętu. Dziesięc dni wcześniej kilka dolin dalej na trochę wyższej wysokości nie były potrzebne, więc w kolejny łikend wybrałem opcję nakierowaną na kręgosłup. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Stasiu - 05-12-2009 01:19 PM mpik napisał(a):A wracając do szczęścia, myślę że ryzykiem którego nie podjąłbym, było pchanie się dalej. Zejście było niebezpieczne, ale nie bardziej niż wiele wcześniejszych... Tyle szczęścia (i umiejętności) by się ono udało, to ja jeszcze posiadam. Przynajmniej mam taką nadzieję No mpiku, na szczęście nie ma co polegać. W góry trzeba iść z pokorą. Tych co postwili na szczęście są pełne cmentarze. Ja sobie myślę, że o wiele prędzej mieliście schodzić. Czekać aż nas wiatr powala z nóg, zchodzą lawiny i na dodatek jest szklanka, nie jest dobrym wskaźnikiem do odwrotu. Trzeba pamiętać, że schodzić w takich warunkach jest o wiele niebezpieczniejsze. Życzę dużo szczęśćia w przewidywaniu doboru ekwipunku do następnych wycieczek RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 09-12-2009 10:53 AM Brawo, pięknie, genialnie. Już dawno, żadna relacja tak mnie nie rozbawiła Gdzie był ten sajgon ? na Huncowskim ? Z niecierpliwością czekam na relację z niedzielnej wycieczki do Tesko, krew, pot, strach, adrenalina, walka człowieka z żywiołem, tego na pewno w niej nie zabraknie pozdrawiam mmm RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 09-12-2009 08:12 PM Użytkownik napisał(a):Brawo, pięknie, genialnie. Już dawno, żadna relacja tak mnie nie rozbawiła Gdzie był ten sajgon ? na Huncowskim ? Z niecierpliwością czekam na relację z niedzielnej wycieczki do Tesko, krew, pot, strach, adrenalina, walka człowieka z żywiołem, tego na pewno w niej nie zabraknie pozdrawiam mmm No widzisz? Nie trzeba od razu robić Żabiego Konia czy Ostrego by się dobrze bawić. Wystarczy zapomnieć raków i wejść w łatwy choć zalodzony teren i już jest frajda. No i oczywiście trzeba jeszcze umieć pisać... RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 09-12-2009 10:21 PM mpik napisał(a):No widzisz? Nie trzeba od razu robić Żabiego Konia czy Ostrego by się dobrze bawić. Wystarczy zapomnieć raków i wejść w łatwy choć zalodzony teren i już jest frajda. No i oczywiście trzeba jeszcze umieć pisać... A to akurat najważniejsze: PR. Jesteś hardcorem mpik! Chociaż inni mogliby to nazwać jednak inaczej... tak po imieniu RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 10-12-2009 06:24 PM Żabi Koń napisał(a): A to akurat najważniejsze: PR. Nie. Najważniejsza jest frajda z tego co się robi. I nie ma znaczenia jaka jest tego trudność. Można mieć super frajdę nawet ze zwykłego Huncowskiego, choć Tobie to pewnie trudnio pojąć... A opis to tylko opis. Kilka (w odpowiedni sposób oczywiście) poskładanych zdań tworzących relację, która jako całość wzbudza takie czy inne emocje -> u jednych nostalgię, u innych zadowolenie, a jeszcze u innych śmiech i szyderę. Ale wbrew temu co sądzisz, ja nie piszę głównie po to by się chwalić zdobyczami. Piszę, bo lubię pisać. Dla tych kilku osób, które lubią mnie czytać. A są tacy Przy czym w przeciwieństwie do Ciebie oni wiedzą że główną zaletą moich opisów są nie Wspaniałe Zdobycze Którymi Muszę Się Pochwalić, tylko zwykła odpowiednia narracja... To trochę tak jak z robieniem wyjątkowych zdjęć. Nie trzeba być w niezwykłym miejscu żeby zrobić niezwykłe ujęcie. Wystarczy umieć fotografować. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 10-12-2009 07:39 PM Przepraszam za niedyskretne pytanie: Jaką masz grupę inwalidzką? RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 11-12-2009 12:55 PM mpik napisał(a): Ale wbrew temu co sądzisz, ja nie piszę głównie po to by się chwalić zdobyczami. Piszę, bo lubię pisać. Dla tych kilku osób, które lubią mnie czytać. Niewątpliwie, wiele w tym co piszesz jest prawdy, nie mnie jednak umieszczasz swoje publikacje w dziale o nazwie "Wyprawy, relacje, opisy" nie ostrzegając potencjalnego czytelnika że to co czyta, jest luźną interpretacją wydarzeń, swojego rodzaju sensacyjnym opowiadaniem, nie mającym wiele wspólnego z relacją lub opisem. Zapewne odpowiesz mi że dla Ciebie jest to wiarygodny opis Twoich własnych przeżyć i doświadczeń, nie zaprzeczę, jednak miej na względzie fakt, że obiegowa opinia znawców tematu, o miejscach na których Ty przeżywasz nieludzkie hardcory i które Ty uważasz za ekstremalnie trudne diametralnie różni się od Twojej. Podsumowując, piszesz ciekawie kolego, problem w tym że sporo ubarwiasz upierając się że to prawda, nie dziw się więc moim postom, ponieważ porównując Twoje wyczyny do motoryzacji, co relacja dowiaduję się jak gnałeś 150 km\h fiatem 126p po bezdrożach, jedną ręką trzymając silnik by nie wypadł, drugą dach a kierownicę nosem, bo akurat zapomniałeś sznurka, więc co w tym dziwnego, wszak każdy może zapomnieć. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Smyk - 14-12-2009 06:09 PM hmm... pierwsze: przeczytać (łatwe, 3. kl.) drugie: zrozumieć (nieco trudne, wykracza poza zakr. szk.) trzecie: przyjąć do siebie (...) czwarte: zinterpretować (tylko w razie naglącej potrzeby, a jak nie, to NIE) zdarzyło mi się chodzić (jeździć też, niekoniecznie maluchem) w takich warunkach, w jakich można sobie tylko zaśpiewać: "po co nam to było, na co nam to było...", a i z mpikiem kiedyś wałęsałem się po drogach i bezdrożach, i wielce miło sobie wspominam ten czas... rześko, radośnie, tylko trochę hardcorowo... i tak bym zapytał mentorów: Wy po co tam chodzicie? (bo jak nie chodzicie, to nie musicie wiedzieć po co) dla sprawdzenia prognozy pogody, dla weryfikacji swojej wiedzy, dla wykazania się przed światem swoim doświadczeniem? i jeszcze: co z tego macie tak wspaniałego, że wrażenia mpika (z dystansem i samokrytycznie, choć żartem opowiedziane) są godne (li) tylko pouczenia, przygany?... _______________________ może mam złe okulary, może czytam bez nastroju (świątecznego), ale jakoś tak nażarłem się niesmaku tu... /wolę trzech wariatów od jednego złośliwego głuptasa.../ Pozdro... RE: nie ma to jak lekki plecak... - Sokół - 14-12-2009 06:24 PM Żabi Koń napisał(a):Przepraszam za niedyskretne pytanie: Jaką masz grupę inwalidzką? te, Żabi Koń, idź no zobacz, czy Cie nie ma gdzie indziej. Tfu, matiz. Umów się z Kolomanem na piwo! Jesteś godny jego poezji,. Mpik, piękne zdjęcia wschodu! Pozdrawiam Cię serdecznie (jeden z tych, co czyta...) RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 14-12-2009 07:45 PM Smyk napisał(a):hmm... pierwsze: przeczytać (łatwe, 3. kl.) drugie: zrozumieć (nieco trudne, wykracza poza zakr. szk.) trzecie: przyjąć do siebie (...) czwarte: zinterpretować (tylko w razie naglącej potrzeby, a jak nie, to NIE) Tak! Tak ! Smyku Ile nas mija pięknych,napisanych potoczystym językiem- pouczających i wartościowych przy tym relacji. Obstrukcja,niezrozumienie i nie zawaham się napisać -nepotyzm-są wszechobecne pośród nas..... Podejrzewam, że z tych właśnie powodów nie mogę znaleźć w zasobach światowego netu, szczegółowej i z zębem napisanej relacji z tego oto rekordowego(hardcorowego-jak byś -zapewne rzekł) wyczynu.... Pozdrawiam RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 14-12-2009 10:42 PM Hej sokoły!!! Przykro mi bardzo ale to jest tak, ze gość piszę, ze złapał gołą ręką srebrną piranię. Lans jak się patrzy. Tylko, że ta pirania szamie owoce. RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 14-12-2009 11:58 PM Hej żabie koniki!!! Przykro mi bardzo, ale to jest tak, że póki kunszt pisarski szanownego mpika, porywa; póki relacje, nawet jeśli ubarwione nutką fantazji, nie pozawalają oderwać oczu, do ostatniego słowa; póki opowiadania rozbudzają wyobraźnię, a zdjęcia zachwycają i inspirują, kolega mpik, jak dla mnie, może nawet własnozębnie zagryzać owadożerne, różowe rekiny Dziękujemy więc za niezwykle cenne uwagi i równie niezbędne uświadomienie, odnośnie wiarygodności przeżyć autora relacji. Zapewne postaramy się wyciągnąć odpowiednie wnioski A skoro spełniłeś już swój obywatelski obowiązek, przestrzegając wszystkich przed lanserstwem "gościa".... Sam rozumiesz... Mpik, pozdrawiam serdecznie RE: nie ma to jak lekki plecak... - Stasiu - 15-12-2009 05:42 AM napisał(a): Podejrzewam, że z tych właśnie powodów nie mogę znaleźć w zasobach światowego netu, szczegółowej i z zębem napisanej relacji z tego oto rekordowego(hardcorowego-jak byś -zapewne rzekł) wyczynu.... Pozdrawiam RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 15-12-2009 09:37 AM No dobra to z pokorą czekam na jakąś relacyjkę mpika z Przedniego Soliska, czy innej kopy. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Edyta85 - 15-12-2009 10:31 AM Magda zgodzę się z Tobą. Nie każdy umie tak pisać jak mpik, nic to że trochę ubarwione, mimo tego faktu i tak czyta się jego relacje bez tchu. Nawet jeśli to jest bajka, lubię coś takiego pozytać na dobranoc.... RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 15-12-2009 10:40 AM I nie masz po tym koszmarów? Ja bym się bał iść na Wołowiec, Kopę Kondracką czy inną Sarnią Skałę po przeczytaniu takich hardcore'ów. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Mallaidh - 15-12-2009 10:43 AM Żabi Koń napisał(a):No dobra to z pokorą czekam na jakąś relacyjkę mpika z Przedniego Soliska, Byłem i przeżyłem. Mimo tego, że połowę wjechałem kolejką. Dla niektórych to wystarczający dramat na relację. Żabi Koń napisał(a):No dobra to z pokorą czekam na jakąś relacyjkę mpika (...) czy innej kopy. Jeśli pisane tak jak te poprzednio to może być nawet z kopy siana Puenta: nie oczekuję po każdej relacji szczegółowości kronikarza dworskiego, jak również by były to wyczyny rodem z księgi Guinessa. Pozdrawiam. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Edyta85 - 15-12-2009 11:02 AM Żabi Koń napisał(a):I nie masz po tym koszmarów? nie nie miałam, baaa nawet ciekawe rzeczy mi się śniły Żabi Koń napisał(a):Ja bym się bał iść na Wołowiec, Kopę Kondracką czy inną Sarnią Skałę po przeczytaniu takich hardcore'ów. a ja nie, w miarę wzrostu moich umiejetności pociągają mnie coraz trudniejsze rzeczy i trasy. A jego opisy traktuje z przymrużeniem oka, co nie zmienia faktu że czyta się je bardzo przyjemnie. Po prostu ma talent do pisania i tyle w temacie RE: nie ma to jak lekki plecak... - Dariusz - 15-12-2009 11:13 AM Miałem zaszczyt poznać autora relacji osobiście, tak cichą i skromną osobę nie często się spotyka, czego o więszości z was nie mogę napisać ( o sobie też- tak na marginesie). Chłopak ma talent do pisania tego typu relcji, jak i duże doświadczenie taternicze. Czapki z głów, wiem że na kilku szczytach w Tatrach już był, o których ja i wy możemy sobie pomarzyć. RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 11:20 AM Dariusz napisał(a):Chłopak ma talent do pisania tego typu relcji Relacja jest tak naprawdę- spoko i ja to doceniam. A -że pisze jak na to zwrócił uwagę Smyk-w konwencji nieco żartobliwej-takoż i ja stosuję się do tego w odpowiedziach. RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 15-12-2009 11:30 AM Dariusz napisał(a):... jak i duże doświadczenie taternicze. ... taternickie Ale pozytywy! RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 15-12-2009 11:36 AM No taternicze to ma, a ponoć traktornickie też ma ogromne! EDIT: Dariusz napisał(a):Czapki z głów, wiem że na kilku szczytach w Tatrach już był, o których ja i wy możemy sobie pomarzyć. Jeśli to do mnie kolego, to widzę, ze znasz mnie lepiej niż ja sam. Cóż to więc są za szczyty w tych Tatrach? Zapewniam Cię jednak, że o Huncowskim nie mażę. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 15-12-2009 01:07 PM Żeby nie było, kolegę literata także poznałem osobiście, i nic nie mam do jego twórczości, za to mierzi mnie, zapewne wynikające z kompleksów i chęci podniesienia własnego libido opowiadanie niezorientowanym w temacie o Bóg wie jakich wyczynach, przeżyciach i umiejętnościach, bez słowa wyjaśnienia, że jest to literacka fikcja, luźno związana z prawdą. Dariusz napisał(a):jak i duże doświadczenie taternicze. A to ciekawe, jak na kogoś kto nie zrobił realnie (nie w opowiadaniach) w Tatrach więcej jak I Dariusz napisał(a):Czapki z głów, wiem że na kilku szczytach w Tatrach już był, o których ja i wy możemy sobie pomarzyć. Podobnie jak Żabi Koń chciał bym poznać te szczyt, a żeby było łatwiej, zamieszczę kilka szczytów, tylko tych spoza szlaku Gerlach Łomnica Lodowy Szczyt Durny Szczyt Kopa Lodowa Mały Durny Szczyt Wysoka Każmarski Szczyt Kończysta Baranie Rogi Mały Każmarski Szczyt Staroleśna Ganek Mały Lodowy Szczyt Pośrednia Grań Czarny Szczyt Hruby Wierch Rumanowy Szczyt Żłobisty Szczyt Jaworowy Szczyt Kołowy Szczyt Szatan Wielkie Solisko Litworowy Szczyt Mięguszowiecki Szczyt Czarny Furkot Zmarzły Szczyt Szczyrbski Szczyt Pośrednia Baszta Ostry Szczyt Wielicki Szczyt Żabi Koń Tępa Zabi Szczyt Wyżni Zawratowa Turnia Zadni Mnich Młynarz Zadni Kościelec Żabi Mnich Wierch pod Fajki Mnich RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 01:22 PM A gdzie Huncowski ? Tak na poważnie -traktuję opowiadania mpika bardziej w sensie trochę metafizycznym -ot tak jak bym oglądał "Triumf woli" -Leni Riefenstahl( kobita to była ). Pozdrawiam Ps. Przepraszam Oczywiście miałem na myśli "Sturme uber dem Mont Blanc" RE: nie ma to jak lekki plecak... - Johny - 15-12-2009 01:40 PM Żabi Koniu...pewnie mi się wydaje, ale czy Twoja działalność na forum nie ogranicza się, tylko do naigrywania się z relacji mpik? RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 15-12-2009 01:40 PM napisał(a):A gdzie Huncowski ? W zasadzie to wymienione są szczyty z korony Tatr, Huncowski się nie złapał jako mało wybitny, ale k woli wyjaśnienia, byłem na nim. napisał(a):Tak na poważnie -traktuję opowiadania mpika bardziej w sensie trochę metafizycznym I bardzo dobrze , jednak czytając komentarze pod jego relacjami, mam wrażenie że jednak dużo osób się nabiera. To nie jest jakiś heros, czy łojant, ale przeciętny gość, jak ja, Ty czy każdy inny forumowicz, jego wycieczki, to żadna rzeźnia, każdy przeciętnie sprawny człowiek, przy odrobinie samozaparcia także by je zrobił. pzd mmm RE: nie ma to jak lekki plecak... - Johny - 15-12-2009 01:42 PM Użytkownik napisał(a):I bardzo dobrze , jednak czytając komentarze pod jego relacjami, mam wrażenie że jednak dużo osób się nabiera. To nie jest jakiś heros, czy łojant, ale przeciętny gość, jak ja, Ty czy każdy inny forumowicz, jego wycieczki, to żadna rzeźnia, każdy przeciętnie sprawny człowiek, przy odrobinie samozaparcia także by je zrobił. pzd mmm Ale pewnie nie każdy, w taki sposób je wyklika na klawiaturze. RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 15-12-2009 01:43 PM Dawni użytkownicy Forum pamiętają podobną historię z zabarwieniem "fikcji literackiej" To co zwróciło moją uwagę w tej relacji-nierelacji było to, ze warunki w górach to nie problem, po co sprzęt, wszystko da się zrobić i wszystko jest dobrą zabawą. To właśnie takie "spokowanie". Relacje są opisem z naszego wyjścia: opisem miejsca, naszych odczuć. Ale sporo osób czyta fora i z nich wyciąga wnioski. Przeciętny turysta nie ma raków, czyta taką relacje i dowiaduje się ze można nawet z radością pobawić się w zmrożonych Tatrach. Fajnie, ze ktoś umie pisać, że ma jakieś tam umiejętności ale niech zaznaczy że to fikcja! Niektórzy spośród Was na pytanie jednego z Forumowiczów czy można iść jako na początkową wycieczkę zimową na Babią Górę, odpowiadało ze nie, ze raczej na coś łatwiejszego, ze może być trudno, wiać, dużo śniegu. A tutaj nikomu się nie zapaliło światełko, że czytając taki opis jako fajnej zabawy z lekkim plecakiem, potencjalny początkujący może naśladować? Że umiejętna ocena potrzebnego sprzętu i warunków pogodowych jest niejednokrotnie ważniejsza niż jakieś wygórowane umiejętności? RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 02:05 PM KasiaA napisał(a): Fajnie, ze ktoś umie pisać, ale niech zaznaczy że to fikcja! Syndrom turbomena ? RE: nie ma to jak lekki plecak... - Pedro - 15-12-2009 02:05 PM Miło jest przeczytać relację która przenosi nas sprzed ekranu komputera w świat gór. Nie znam Mpika osobiście, ale czyta się dobrze jego relacje i mam nadzieję, że będzie ich więcej. Można z nich wywnioskować, że są przejaskrawione - ale czy to zawsze jest takie złe? A ponadto w grę wchodzi kolejny czynnik. Osobiste odczucia. To co dla jednego będzie proste dla drugiego może stanowić trudności nie do przeskoczenia. Jeden zdobędzie szczyt i nie zauważy nań żadnych trudności, a drugi będzie wspominał je do końca życia. Który z nich ma więc prawo do tego aby to opisać? W mojej opinii jeden i drugi choć relacje będą diametralnie różne. Zamiast więc krytyki dotyczącej - no właśnie czego... osobistych odczuć? osobistej oceny trudności? Może lepiej samemu coś napisać zamiast krytykować tę drugą stronę. Ważne w tym wszystkim jest tylko to, aby nie zachęcić osoby postronnej do "ślepego naśladownictwa" czy lekceważenia trudności w miejscach które dla niektórych przeciętnych turystów mogą być groźne. A na koniec do tych co twierdzą, że Mpik chwali się wyczynami, osiągnięciami... Akurat po przeczytaniu takiego opisu jak ten w tym wątku gdzie te osiągnięcia? Kilka podstawowych błędów na poziomie pakowania, organizacji wycieczki i oceny warunków. Reszta to już właśnie w mojej ocenie odczucia samego piszącego. Gdyby nijak nie pokrywały się one z tym co jest w relacji to by ich po prostu w relacji nie było. Myślę więc, że po przeczytaniu całego opisu ciężko byłoby o wiernego naśladowcę zachowań i przeżyć Mpika. Szczytu nie zdobyli, wycofali się, przybyło im być może parę siwych włosów. Co tutaj jest do naśladowania? Jak dla mnie nic, co nie zmienia jednak faktu że czytało mi się fajnie, a zdjęcia się podobały. RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 15-12-2009 02:22 PM napisał(a): Fajnie, ze ktoś umie pisać, ale niech zaznaczy że to fikcja! Syndrom turbomena ? Pedro napisał(a):... Ważne w tym wszystkim jest tylko to, aby nie zachęcić osoby postronnej do "ślepego naśladownictwa" czy lekceważenia trudności w miejscach które dla niektórych przeciętnych turystów mogą być groźne. Tego nie było w relacji ani później. Pedro napisał(a):A na koniec do tych co twierdzą, że Mpik chwali się wyczynami, osiągnięciami... Akurat po przeczytaniu takiego opisu jak ten w tym wątku gdzie te osiągnięcia? Kilka podstawowych błędów na poziomie pakowania, organizacji wycieczki i oceny warunków. Reszta to już właśnie w mojej ocenie odczucia samego piszącego. Gdyby nijak nie pokrywały się one z tym co jest w relacji to by ich po prostu w relacji nie było. A ja się właśnie tych kilku podstawowych błędów czepiam. Każdy z nas popełnia błędy, i warto to dostrzec. Pedro napisał(a): Myślę więc, że po przeczytaniu całego opisu ciężko byłoby o wiernego naśladowcę zachowań i przeżyć Mpika. Obawiam się tego, że mógłbyś się tutaj Pedro rozczarować... Ludzie podchodzą najczęściej tak, że jeśli nie ma się sprzętu, a gdzieś się wyczyta ze bez sprzętu się da, to poparcie ich teorii już gotowe. RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 02:27 PM Pedro napisał(a):A na koniec do tych co twierdzą, że Mpik chwali się wyczynami, osiągnięciami... Akurat po przeczytaniu takiego opisu jak ten w tym wątku gdzie te osiągnięcia? Kilka podstawowych błędów na poziomie pakowania, organizacji wycieczki i oceny warunków. Reszta to już właśnie w mojej ocenie odczucia samego piszącego. Kilka ? Zapewne są wartościowymi relacje-również i te gdzie w trakcie wycieczki- popełniono błąd- błędy,- z ich rzeczową analizą(najlepiej od autora). Tym niemniej w omawianym konkretnym przypadku-mam wrażenie , że autor opowiadania radośnie epatuje nas -seryjnie popełnianą głupotą. I za wiele samokrytycyzmu w tej relacji nie dostrzegam. Stąd i mój załącznik w temacie-gdzie jest napisane: "....wszem i wobec ogłosili światu..." -chyba tylko o to chodziło, .... choć może o spory na temat ekspresji literackiej również -jak powinny wyglądać opisy wycieczek w necie.... ale to już nie moja sprawa. Może słuszne było by w tym przypadku powiedzenie:" ....niech historia o tym zamilknie..." RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 02:30 PM KasiaA napisał(a): Ludzie podchodzą najczęściej tak, że jeśli nie ma się sprzętu, a gdzieś się wyczyta ze bez sprzętu się da, to poparcie ich teorii już gotowe. Kasiu, ale jest też coś takiego jak samoocena własnych możliwości i umiejętności. Dla przeciętnego turysty, przypadkowego szperacza, zimowego laika, który sprzętu nie posiada, Huncowski, oraz wiele innych, jest tylko terminem topograficznym, niejednokrotnie nawet bez pojęcia, gdzie go umiejscowić. RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 15-12-2009 02:41 PM Magdo, nie chodzi o Huncowski, może nawet gorzej że Huncowski. Bo dla laika to bez znaczenia, to po prostu Szczyt w Tatrach. Skoro ktoś na Szczyt idzie tak na lekko i ma dobrą zabawe to przecież do D5SP to bez problemy, przejście przez Szpiglasową, Przełęcz, łatwą, to dopiero zabawa, tamtędy szlak nawet idzie, wszyscy na Zawrat chodzą, to tym bardziej będzie łatwo i przyjemnie. A jeśli ktoś umie zlokalizować Huncowski, to na Forum nie będzie szukał informacji jak się przygotować do wyjścia w Tatry zimą. Samoocena umiejętności i możliwości u początkujących turystów górskich bywa baaardzo różna, a często umiejetności są odległe od potencjalnych mozliwości. Co w Beskidach skończy się zmarznięciem, to w tatrach moze się skończyć znacznie gorzej. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Pedro - 15-12-2009 03:06 PM Z tego co widzę po odpowiedziach do relacji to nikt jakoś po przeczytaniu nie powiedział "też to muszę zrobić". Od samego początku pojawiły się posty zauważające w mniejszym bądź większym stopniu, że błędy były i to poważne, a pochwały dotyczyły stylu pisania a nie przejścia i przygotowania. Tak więc skoro każdy z nas to zauważył to chyba jednak wystarczająco wyraźnie było napisane o błędach, a przynajmniej w mojej ocenie wystarczająco wyraźnie aby zasygnalizować że "coś" tam było nie tak. Większość relacji była o tym, że wpakowali się w coś za trudnego jak na swoje siły/sprzęt/warunki w danym dniu. W dalszym ciągu nie widzę więc żadnych podstaw do tego aby zachowania Mpika z tamtego dnia naśladować. A jak ktoś kto ma się zamiar wybrać zimą w Tatry przeczyta taki tekst bez zrozumienia, przemyślenia i zacznie naśladować to myślę że dopisek pod relacją "uwaga naśladowanie może być niebezpieczne" sytuacji nie zmieni, że nagle ten ktoś zacznie myśleć. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 15-12-2009 03:07 PM Johny napisał(a):Żabi Koniu...pewnie mi się wydaje, ale czy Twoja działalność na forum nie ogranicza się, tylko do naigrywania się z relacji mpik? Jak będziesz grzeczny, to może coś kiedyś wrzucę innego. RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 15-12-2009 03:14 PM Pedro, zobacz ile osób czyta forum a ile wogole pisze. Piszą Ci, którzy sami chodzą i to zimą też. Ty również, i znając Cię wiem że pogodę oceniasz, ze raki i czekan zabierasz i bez nich byś w zimowe tatry nie poszedł. A słowa krytyki co do Mpika pojawiły się od paaulo, którego Mpik skrytykował i nic sensownego co do przemyśleń nie odpisał, oraz DrE też ironicznie skomentował. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Dariusz - 15-12-2009 03:19 PM Użytkownik napisał(a):Podobnie jak Żabi Koń chciał bym poznać te szczyt, a żeby było łatwiej, zamieszczę kilka szczytów, tylko tych spoza szlaku więc rzuć okiem na kilka pierwszych z góry Użytkowinik kiepsko go znasz, jeśli wyskakujesz z taką listą, mi nie przyszłoby to głowy, bo wiem że na większości szczytów Tatr był i wcale nie znam go dobrze. Żabi Koniu taka mała prośba, może jakaś relacyjka z np. wejścia na Gerlach, chciałbym poznać twe dokonania i zachwycić się twym kunsztem literackim RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 15-12-2009 03:29 PM Problem w tym, że kolega Michał, szczerze wierzy w to co pisze, w innych miejscach internetu stały się już słynne takie niecodzienne wyczyny jak choć by zdobycie góry, bez wchodzenia na jej wierzchołek. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Dariusz - 15-12-2009 03:40 PM Użytkownik napisał(a):Problem w tym, że kolega Michał, szczerze wierzy w to co pisze, w innych miejscach internetu stały się już słynne takie niecodzienne wyczyny jak choć by zdobycie góry, bez wchodzenia na jej wierzchołek. Myślę że skręca Cię z zazdrości, tylko brak Ci odwagi, aby się przyznać i zaczynasz się czepiać. Może się odniesiesz do osiągnięć Michała, bo sam o to pytałeś- to co Tobą kierowało zadając takie pytanie i czy już zaspokojłeś swoją ciekawość? RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 15-12-2009 03:44 PM Dariusz napisał(a):Użytkowinik kiepsko go znasz, jeśli wyskakujesz z taką listą, mi nie przyszłoby to głowy, bo wiem że na większości szczytów Tatr był Oczywiście, na niektórych nawet nie wchodząc na wierzchołek. Jak chcesz to z prawdopodobieństwem 95% wymienię Ci szczyty z podanej przezemnie listy, na których mpik nie był, tak słabo go znam. Gość wam wali scieme a wy łykacie jak czarne boćki, bo ma talent literacki, tylko czy to jest forum literackie, czy górskie ? RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 15-12-2009 03:57 PM Panowie, chcecie się licytować kto na co wszedł i jaki szczyt osiągnął? Rozumie że Dariusz będzie wymieniał szczyty mpika, Użytkownik swoje. A ten kto więcej wymieni, ten co? Ma rację? A jak ktoś napisze ze zrobił Metalice to będzie miał bardziej racje? Chyba chodzi o to żeby bezpiecznie poruszać się po górach. Z głową. I umieć wyciągać wnioski, także z błędów. Pisać można pięknie, ale to nie forum literackie, raczej górskie RE: nie ma to jak lekki plecak... - Edyta85 - 15-12-2009 04:04 PM Użytkownik napisał(a):Gość wam wali scieme a wy łykacie jak czarne boćki, bo ma talent literacki, z tym się akurat nie zgodzę Bynajmie nie ja, jak już napisałam jego relacje traktuje z przymrużeniem oka. Może i koloryzuje, może i przebarwia, taka ot literacka fikcja. Co do zdobycia szczytu bez wejścia na szczyt czytałam tą relację i gorącą dyskusję jaka pod nim rozgorzała Użytkownik napisał(a):tylko czy to jest forum literackie, czy górskie ? RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 04:05 PM KasiaA napisał(a):Panowie, chcecie się licytować kto na co wszedł i jaki szczyt osiągnął? RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 15-12-2009 04:07 PM KasiaA napisał(a):Chyba chodzi o to żeby bezpiecznie poruszać się po górach. Z głową. I umieć wyciągać wnioski, także z błędów. Bardzo dobrze napisane, chodzić z głową, wyciągać wnioski, rozwijać się ... RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 10:28 PM Użytkownik napisał(a): Gość wam wali scieme a wy łykacie jak czarne boćki, bo ma talent literacki, tylko czy to jest forum literackie, czy górskie ? Z ciekawości zapytam, bom ciemna masa, co łyka wszystko , na jakiej podstawie opiniujesz, że wszystko, pióra mpika, to ściema? Uczestniczyłeś w opisywanych wyprawach, czy po prostu snujesz przypuszczenia? Na ile ja znam mpika, wiem, że taki właśnie jego styl - piszę, gdy ma co opisać. Pod słowem "co" kryje się upodobanie do wpuszczenia się w jakiś kanał. Gdyby "tego czegoś" zabrakło, pewnie nie pisałby wcale, żeby nie powielać sabałowych opowieści, typu "a poszli my se w góry". Ile w tych relacjach blagierstwa? A kogo tak naprawdę to obchodzi?... Wyimaginowany hardcor? To już czysto subiektywna sprawa. Czasem miejsca pozornie łatwe, przy odmiennych warunkach pogodowych, mogą być nie do przejścia. Nie potrzeba tak imponującej listy, jaką zamieściłeś. Mały fart i hardcor, wraz z lejącą się krwią, można przeżyć zimą na Ornaku. Trzeba tylko mpikowski talent posiadać, aby interesująco to opisać. Masz rację, nie jest to forum literackie. Ale też nie konkurs na wymiatacza górskiego, kto więcej zdobył wierzchołków, zwłaszcza nieoszlakowanych szczytów. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Dariusz - 15-12-2009 10:43 PM Jak dla mnie, to zdanie Urzytkownika nie świadczy o mnie, nas czy mpiku, a o autorze tej oceny. Trochę to prymitywny język. Nie odpowiada mi Urzytkownik styl w jakim piszesz, dlatego odpuszczam i chyba się nie zrozumiemy. Ale nie zależy mi na tym. Skończyłem. RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 15-12-2009 10:56 PM Oh-dajcie pokój -o co się obrażać ? Tu macie próbę debiutu onej relacji: A tu opis zdarzeń widziany okiem uczestniczki wycieczki: .... i nic tam nie ma o lotach na czekanie-niczym Tański na lotni ,tym bardziej o dziurawych butach mpika. Jest chyba dość oczywiste , że ktoś chce nas wpuścić w kanał. I tak bym to traktował-że zacytuje Smyka---> jako żart. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Johny - 15-12-2009 11:41 PM Żabi Koń napisał(a):Jak będziesz grzeczny, to może coś kiedyś wrzucę innego. Byłem grzeczny całe popołudnie i wieczór Zatem czekam...(czekamy) RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 15-12-2009 11:53 PM napisał(a):Ile w tych relacjach blagierstwa? A kogo tak naprawdę to obchodzi?... Myślę że jest bardzo wiele osób które to obchodzi, chcesz czy nie , ale większość osób, w tym także i ja podchodzę do sprawy gór ambicjonalnie i zwyczajnie nie podoba mi się że pojawia się ktoś, kto próbuje wmówić że jest kimś kim nie jest i zrobił czego nie zrobił, moim zdaniem jest to zwyczajnie nieuczciwe, zwłaszcza wobec osób takich ja Ty, które wierzą w to co pisze i starają się go bronić. napisał(a):Mały fart i hardcor, wraz z lejącą się krwią, można przeżyć zimą na Ornaku. Trzeba tylko mpikowski talent posiadać, aby interesująco to opisać. A nie zauważyłaś przypadkiem, że wszystkie relacje Michała to hardcore ? on nie robi łatwych rzeczy, Boczńa staje się bestią, południowa ściana Huncowskiego krzesanicą, a Krywań niedostępnym K2. Litości. napisał(a):Ale też nie konkurs na wymiatacza górskiego, kto więcej zdobył wierzchołków, zwłaszcza nieoszlakowanych szczytów. Oczywiście, ale jak macie uwierzyć że wiem o czym piszę ? Osobiście nie muszę nic ani sobie, ani nikomu innemu udowadniać, ściemniać, koloryzować czy nadinterpretować i wierz mi, bardziej cenię sobie kogoś kto w piątym podejściu wszedł na wymarzony Kościelec, niż pseudo łojanta, który brak ambicji i kupę w majtkach rekompensuje talentem literackim. Dariusz napisał(a):Jak dla mnie, to zdanie Urzytkownika nie świadczy o mnie, nas czy mpiku, a o autorze tej oceny Oczywiście, jestem chamem i świnią, bo ośmieliłem się zbrukać, dobre imię gwiazdy na firmamencie tatrzańskich łojantów - kolegę mpika, o jaka szkoda, jeden oszukaniec mniej. RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 16-12-2009 12:03 AM O jeżu, zaszyłem się na kilka dni, a tu taka dyskusja Ale do rzeczy? Uzytkownik napisał(a): Niewątpliwie, wiele w tym co piszesz jest prawdy, nie mnie jednak umieszczasz swoje publikacje w dziale o nazwie "Wyprawy, relacje, opisy" nie ostrzegając potencjalnego czytelnika że to co czyta, jest luźną interpretacją wydarzeń, swojego rodzaju sensacyjnym opowiadaniem, nie mającym wiele wspólnego z relacją lub opisem. Oczywiście że niektóre szczegóły wyolbrzymiam. Ale nie po to by pokazać jaki to ze mnie chojrak (czy jak to Żaby Koń określił "hardkor"), ale raczej by ukazać i spotęgować emocje u czytelnika. Każda relacja z natury rzeczy jest subiektywnym odczuciem piszącego i tłumaczenie że białe jest białe uważam za zbędne (przynajmniej średnio inteligentnym ludziom, a za takich uważam tych co czytają moje opisy). A że moim celem nie jest pisanie przewodników czy szczegółowych opisów dróg (te zresztą także niejednokrotnie bywają wielce subiektywne) to i w swoich relacjach pozwalam sobie na nieco bardziej kwiecisty styl niż to u Chmielowskiego czy Paryskiego można spotkać. Aczkolwiek na przyszłość zastanowię się nad przedmową do moich opowiadań, tak aby każdy, nawet najprostszy człowiek miał możliwość jak najlepiej zinterpretować puentę płynącą z moich słów. Nie wymyślam natomiast rzeczy i nie piszę fikcji. Jeżeli jednak pewne wydarzenia uznam za niegodne uwagi, to po prostu je pomijam (np. fakt zdobycia szczytu). No i zdarza mi się niekiedy mylić chronologię, lecz pamięć do szczegółów bywa już u mnie zawodna. Ps. porównanie do małego fiata z nosem przy stu pięćdziesięciu niezła, ale wiem że stać Cię na lepsze perełki, więc postaraj się... ? KasiaA napisał(a):To co zwróciło moją uwagę w tej relacji-nierelacji było to, ze warunki w górach to nie problem, po co sprzęt, wszystko da się zrobić i wszystko jest dobrą zabawą. To właśnie takie "spokowanie". Relacje są opisem z naszego wyjścia: opisem miejsca, naszych odczuć. Ale sporo osób czyta fora i z nich wyciąga wnioski. Przeciętny turysta nie ma raków, czyta taką relacje i dowiaduje się ze można nawet z radością pobawić się w zmrożonych Tatrach. Fajnie, ze ktoś umie pisać, że ma jakieś tam umiejętności ale niech zaznaczy że to fikcja (?) Bo dla laika to bez znaczenia, to po prostu Szczyt w Tatrach. Skoro ktoś na Szczyt idzie tak na lekko i ma dobrą zabawe to przecież do D5SP to bez problemy, przejście przez Szpiglasową, Przełęcz, łatwą, to dopiero zabawa, tamtędy szlak nawet idzie, wszyscy na Zawrat chodzą, to tym bardziej będzie łatwo i przyjemnie A niech to! A tak się starałem by pokazać że bez zimowego sprzętu nawet na najprostszej drodze można się nieźle wpakować Chyba faktycznie będę musiał zacząć pisac imstrukcje obsługi. Niektórym, jak widzę, jest to wyraźnie potrzebne... RE: nie ma to jak lekki plecak... - mpik - 16-12-2009 12:08 AM Użytkownik napisał(a): (...) niż pseudo łojanta, który brak ambicji i kupę w majtkach rekompensuje talentem literackim. (...) o żesz kur... ale żeś się o Perełkę przez duże P postarał toż to chyba nawet lepsze od "mój mały, wiejski szyderco" czy jakoś tak tam ostatnio leciało RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 16-12-2009 12:15 AM mpik napisał(a):Nie wymyślam natomiast rzeczy i nie piszę fikcji. Nie piszesz czy też wierzysz w to że nie piszesz ? Już Ci kiedyś pisałem, zrób coś, napisz jak było uczciwie, nie wal ściemy. Proponowałem Ci nawet że pójdę z Tobą, ot choć by na Mnicha, żebyś mógł wreszcie zaspokoić swoje libido inaczej niż przez pisanie opowiadań science-fiction, nie chciałeś, cóż, widocznie wolisz ściemę. RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 16-12-2009 12:31 AM Ja nie podchodzę do gór ambicjonalnie, nie jest moim punktem honoru wypisać sobie listę "zdobyczy", nie mieszczącą się na kartce papieru A4. Z tego też względu, jest mi bez różnicy, czy pisarstwo Michała jest mniej lub bardziej ubarwione. Nikt z osób, tutaj odpowiadających, nie nadmienił, że wierzy w każde słowo mpika. Wręcz odwrotnie. Padło kilka słów o traktowaniu relacji z przymróżeniem oka. A że wszystkie są hardcorowe? Nie da się nie zauważyć Ale to czyni je oryginalnymi. Świetnie je się czyta. Sama nie zamierzam kopiować przeżyć Mpika, ani wzorować się na jego wyczynach, ani tym bardziej szukać w tym inspiracji. Powiedzmy, że mam swój własny sposób na góry. Jak i pewnie każdy z nas. Generalnie nie rozumiem o co spór. Znasz wagę swoich doświadczeń, wiedzę, osiągnięcia, umiejętności masz niemałe. I choćby mpik o cudach na kiju pisał, Tobie to przecież nie umniejszy. A nam da trochę frajdy RE: nie ma to jak lekki plecak... - Smyk - 16-12-2009 12:35 AM Była relacja. Jak dla mnie fajna. Wiarygodna, tak, dla mnie tak. Może jestem łatwowierny, może znam inną opowieść o tym... Może też widziałem więcej zdjęć z tej wycieczki... Jest dyskusja, która szybko przeradza się w personalną nagonkę na autora. Specjalnie dla tej dyskusji powstaje Żabi Koń (przez kogo stworzony? Admin wie, z czyjego kompa pisze Żabi Koń) Johny napisał(a):Żabi Koniu...pewnie mi się wydaje, ale czy Twoja działalność na forum nie ogranicza się, tylko do naigrywania się z relacji mpik? Nie, Johny, Zabi Koń nie umie naigrywać się jeszcze, on raczej usiłuje ośmieszyć doszczekując jak szczeniak zza płota Żabi Koń napisał(a):...o Huncowskim nie mażę. ...ale tu, Żabi Koniu, namazałeś sporo jak smarkacz na parkanie... Beztroska, ba, bezmyślność nawet autora relacji jest spostrzeżona przez parę osób (z nim samym włącznie), ale drażni niektórych to, że opisał to swobodnie, dość lekceważąco, a do tego "z zębem", co się podoba czytelnikom. Cóż więc? Trzeba w imię niechęci do autora podnieść transparent "MPIK KŁAMIE" Użytkownik raz napisał(a):...nic nie mam do jego twórczości, za to mierzi mnie, zapewne wynikające z kompleksów i chęci podniesienia własnego libido opowiadanie niezorientowanym w temacie o Bóg wie jakich wyczynach, przeżyciach i umiejętnościach, bez słowa wyjaśnienia, że jest to literacka fikcja, luźno związana z prawdą Hmm, skoro autor relacji nie napisał, że to fikcja, to chyba nie uznał za stosowne tak napisać. Odbierać relację jako fikcję lub opis subiektywny acz zgodny z faktami powinien każdy wg swego uznania na co KasiaA, wtórując mu napisał(a):Fajnie, ze ktoś umie pisać, ale niech zaznaczy że to fikcja! Następna persona wiedząca lepiej od wszystkich z autorem relacji włącznie, że wymyślił tę wycieczkę za biurkiem ale Użytkownik zaraz potem o autorze napisał(a):...gość, jak ja, Ty czy każdy inny forumowicz, jego wycieczki, to żadna rzeźnia, każdy przeciętnie sprawny człowiek, przy odrobinie samozaparcia także by je zrobił Acha! Teraz już wszyscy sprawni mogą zrobić, tylko mpik nie. Mpik niesprawny zatem, czy może rozumowanie Użytkownika sprawne inaczej? Szkoda, że krytycznym, ale sensownym uwagom przemieszanym z aplauzem dla wyprawy i jej opisu towarzyszy tu takie nieprzyjemne pohukiwanie, pokrzykiwanie, a nawet poszczekiwanie (w przyp. Żabiego Konia). Fajnie, że przy okazji tej relacji możemy rozważać nt. odpowiedzialności itp., możemy zastanawiać się na jaką górę i kiedy można wejść bez łojenia, mniej fajnie, że przy okazji wszyscy chcemy być najmądrzejsi, najbardziej doświadczeni i przewidujący (w końcu każdy sporo podeptał...), wcale nie fajnie, że autora relacji ciekawie opisującego ciekawą wyprawę niektórzy zaraz traktują jako wroga osobistego, chcąc go na różne sposoby zdyskredytować w oczach innych... za co? za to, że wyszło mu (może nawet mimochodem) to na co sami nie wpadlibyście? za to, że opisał to otwarcie, dodając własne odczucia i emocje? RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 16-12-2009 12:39 AM napisał(a):Wręcz odwrotnie. Padło kilka słów o traktowaniu relacji z przymróżeniem oka. A że wszystkie są hardcorowe? Nie da się nie zauważyć Ale to czyni je oryginalnymi. Świetnie je się czyta. a)nie czytam mpika z przymróźeniem oka -mam założone okulary lodowcowe b) tu zgoda -proponuję ustanowić nagrodę doroczną w tej dziedzinie- powiedzmy "złotego adidasa" RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 16-12-2009 01:02 AM napisał(a):Ja nie podchodzę do gór ambicjonalnie A jak podchodzisz ? i jeśli masz jakieś górskie marzenia, które wiesz że kiedyś zrobisz lub chcesz kiedyś zrobić to czym są one spowodowane ? etosem ? napisał(a):Z tego też względu, jest mi bez różnicy, czy pisarstwo Michała jest mniej lub bardziej ubarwione. No i racja, łatwiej żyć w naszej polskiej codzienności, po przyzwyczajeniu się do ściemy, ubarwiania i przekręcania faktów, a i ściemniającym żyje się fajniej za przyzwoleniem wiernych czytelników. Super. smyk napisał(a):acz zgodny z faktami powinien każdy wg swego uznania Tak, tak smyku, ja się czepiam, a mpik przedstawił walkę człowieka z naturą o śmierć i życie na szczycie Huncowskiego, pewnie robię to z zazdrości. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Smyk - 16-12-2009 01:42 AM Użytkowniku, wyobraź sobie, że są ludzie, którzy nie chodzą zrobić góry lub zrobić marzenia, tylko chodzą tam być, połazić, przeżyć coś pięknego, czasem w miłym towarzystwie, nie wyznaczają sobie sportowych zadań, ani listy celów do osiągnięcia, a jak już coś zdobędą, to czasem przemilczą, a czasem pochwalą się przed koleżeństwem, nie bywają w górach dla szpanu, dla niebywałych fot czy mrożących krew w żyłach opowiadań, ale jak już przeżyją, sfotografują coś ciekawego, to dzielą się wrażeniami z innymi pozwalając sobie na podkreślenie emocji, wagi takiego czy innego aspektu wycieczki. Nie kto inny sprowadził dyskusję na tor osobistych przytyków, jak Ty właśnie, więc teraz ja osobiści Tobie osobiście napiszę tutaj, że jak na moje poczucie humoru Ty właśnie stałeś się najbardziej śmieszną osobą w tym wątku, a Twoja chęć wykazania, że mpik jest co najmniej nie godnym fantastą i w ogóle "be", jest już na pograniczu obsesji (skąd ta zawziętość, może zagalopowałeś się i nie umiesz powiedzieć "pas"?) [Żabiego Konia pomijam tutaj, bowiem występ tego nieudanego klona jest całkiem niedorobionym niewypałem] RE: nie ma to jak lekki plecak... - Żabi Koń - 16-12-2009 09:32 AM Smyku drogi kochany daj spokój z klonami! W górach zwyczajnie jest tak, że z założenia wierzysz drugiemu w to co opisuje, co zrobił, gdzie wszedł. Niestety kolega mpik próbuje tą zasadę zdyskredytować, a tego byśmy nie chcieli. Precz ze ściemniaczami! RE: nie ma to jak lekki plecak... - paaulo - 16-12-2009 11:09 AM Rany, widzę że brak śniegu w górach nie tylko na mnie źle działa. Dobra wiadomość - sypie! Kłótnia zeszła na tor, który powoduje spore nieporozumienia. Może to coś wyjaśni. Panowie Mpik, Użytkownik i Żabi Koń znają się z TG. Dyskusja o Huncowskim, pomimo że powinna zakończyć się dawno temu po wymianie paru uwag, zamieniła się w jeżdżenie po sobie spowodowane nie tą relacją, a tematem na TG z przed paru miesięcy. Rozjemcy pomimo chęci, nie trafiają w sedno problemu. Może by tak zakończyć temat i pogrzebać trochę w szafie z zimowym szpejem, to dobrze robi na syndrom zbyt długiej jesieni. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Mallaidh - 16-12-2009 11:34 AM A czy ona miała jakiś inny tor? To, że to prywatne wycieczki trzech panów było widać od początku. Nie powiem, zabawnie się to czyta, pewne uwagi rzeczywiście można wziąć na pokład (unikanie koloryzowania w relacjach / nie kopiowanie w ciemno czyichś wyczynów), ale teraz rzeczywiście nic więcej z dyskursu wyciągnąć się nie da (może za mało wiemy o genezie sporu?). Tak czy siak - Panowie idźcie na ten cały Huncowski i dajcie se w ryja / wypijcie flaszkę * (*nie potrzebne skreślić) A potem czekamy na prawdziwą relację RE: nie ma to jak lekki plecak... - Pablo - 16-12-2009 12:48 PM Właśnie przeczytalem, nie będę ciągnął, pueta nasuwa się taka jak u moich poprzedników dwóch. Więcej dystansu do siebie, forumowicze bierzcie przykład z obiektywnego spojżenia Mallaidha. pozdrawiam z bocznego toru RE: nie ma to jak lekki plecak... - Sokół - 16-12-2009 02:52 PM A ja niebawem, dla złagodzenia atmosfery, przygotuję hardcorową relację z wejścia na Nosal, jeśli kiedyś go zdobędę. RE: nie ma to jak lekki plecak... - Dariusz - 16-12-2009 05:47 PM Sokół napisał(a):A ja niebawem, dla złagodzenia atmosfery, przygotuję hardcorową relację z wejścia na Nosal, jeśli kiedyś go zdobędę. czujesz się lepszy z powodu nie wejścia na Nosal a ja napiszę, że kilka lat temu wchodziłem kolejny raz na Nosal, była piąta rano, 40 cm świeżego śniegu i byłem sam. Wierz mi, wtedy to był dla mnie hardcor. A i nigdzie o tym nie przeczytasz RE: nie ma to jak lekki plecak... - Sokół - 16-12-2009 05:48 PM Ja tam zawsze chciałem iść, a jakoś dotychczas nie bylo mi dane... RE: nie ma to jak lekki plecak... - Dariusz - 16-12-2009 06:10 PM Sokół napisał(a):Ja tam zawsze chciałem iść, a jakoś dotychczas nie bylo mi dane... ok to możemy się kiedyś umówić na wyprawę wszechczasów NOSAL WORLD ja będę robił za MacGyvera, Ty za Chuck Norrisa, wtedy to będzie relacja RE: nie ma to jak lekki plecak... - bober37 - 16-12-2009 08:03 PM Dariusz napisał(a): Ja tam zawsze chciałem iść, a jakoś dotychczas nie bylo mi dane... ok to możemy się kiedyś umówić na wyprawę wszechczasów NOSAL WORLD ja będę robił za MacGyvera, Ty za Chuck Norrisa, wtedy to będzie relacja Panowie więc do dopełnienia hardcorokowego wejścia NOSAL WORLD proponuję jeszcze wy ekwipować się w czekany z drewnianym styliskiem i Meloniki na głowie )))) ps: wtedy to znawcy tematów górskich wypraw będą mieli o czym się rozpisaywać tygodniami jacy to ,,bałwani,, jesteśmy hahhaha RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 16-12-2009 08:19 PM bober37 napisał(a):Panowie więc do dopełnienia hardcorokowego wejścia NOSAL WORLD proponuję jeszcze wy ekwipować się w czekany z drewnianym styliskiem i Meloniki na głowie )))) ps: wtedy to znawcy tematów górskich wypraw będą mieli o czym się rozpisaywać tygodniami jacy to ,,bałwani,, jesteśmy hahhaha Nie. Po prostu następcy Zaruskiego zwiozą Was na bambusie, oczywiście z melonikiem na głowie. Może nawet na relacje w Tygodniku Podhalańskim się załapiecie? RE: nie ma to jak lekki plecak... - bober37 - 16-12-2009 08:29 PM KasiaA napisał(a): Panowie więc do dopełnienia hardcorokowego wejścia NOSAL WORLD proponuję jeszcze wy ekwipować się w czekany z drewnianym styliskiem i Meloniki na głowie )))) ps: wtedy to znawcy tematów górskich wypraw będą mieli o czym się rozpisaywać tygodniami jacy to ,,bałwani,, jesteśmy hahhaha Nie. Po prostu następcy Zaruskiego zwiozą Was na bambusie, oczywiście z melonikiem na głowie. Może nawet na relacje w Tygodniku Podhalańskim się załapiecie? KasiaA bez urazy ale daj sobie spokój, faceci jaja sobie robią a pół forum przejmuje się tym jakby ich Mamuskami byli, każdy kto idzie w zimowych warunkach w góry powinien zdawać sobie sprawę z tego co go tam może czekać , dla mnie to kolega autor tejze relacj moze iśc na Everest nawet w SLIPKACH o ile sobie da rade))) a każdy normalny człowiek wyciągnie wszelkie pozytywne wnioski z doświadczeń przez nas opisywanych) RE: nie ma to jak lekki plecak... - KasiaA - 16-12-2009 08:34 PM Bober, Ty żartujesz, ja żartuję. Mogę prawda? RE: nie ma to jak lekki plecak... - Użytkownik - 16-12-2009 08:39 PM Nie zamierzam dłużej ciągnąc tego tematu, co miałem powiedzieć, powiedziałem. Podsumowując i kończąc zarazem, rzecz się nie rozchodzi o Huncowski, ale ogólnie o szczerość, rzetelność i uczciwość, a ta w przypadku autora powyższego wątku, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Bardzo fajnie, moi drodzy, że lubicie być waleni w bambuko, że jest to dla was tematem żartów i wesołych dyskusji, a jak kiedyś ktoś wam, niezorientowanym sprzeda auto, po solidnym dzwonie, to pamiętajcie, to nie przekręt i nie oszustwo, tylko talent do blacharki. Pozostawiając do przemyślenie pozdrawiam Maciek RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 16-12-2009 08:46 PM A może po prostu nikt z nas tutaj, nie ma aspiracji na "gwiazdę firmamentu tatrzańskich łojantów" (że zacytuję), w związku z czym relacje mpika odbieramy jako opowiadanie, a nie palącą się żarówę, że ktoś jest od nas lepszy i należy niezwłocznie z tej plejady gwiazd go strącić RE: nie ma to jak lekki plecak... - bober37 - 16-12-2009 08:47 PM KasiaA napisał(a):Bober, Ty żartujesz, ja żartuję. Mogę prawda? A pewnie że możesz ) a po mimo tego że istnieją takie fora górskie to mimo to nie wszyscy je czytają i idą w klapkach w góry czy w adidasach i niestety nie jesteśmy w stanie uratować tych wszystkich nieszczęsników chocby nie wiem jakie tu dobre rady pisali ))) lekki plecak... lekka głowa... lekkie życie... - Smyk - 17-12-2009 05:12 PM Dariusz napisał(a): Ja tam zawsze chciałem iść, a jakoś dotychczas nie bylo mi dane... ok to możemy się kiedyś umówić na wyprawę wszechczasów NOSAL WORLD ja będę robił za MacGyvera, Ty za Chuck Norrisa, wtedy to będzie relacja Jeśli zapisy jeszcze nie zamknięte, to chciałbym dołączyć. Za przyjęcie mnie do grona obiecuję zapomnieć wziąć buty (o ile to nie będzie sam środek mroźnej zimy). Wniosę do ekipy doświadczenia związane z Nosalem: raz wchodziłem tam bezdrożem, bo zapomniałem, że są szlaki, a raz leczyłem tam koleżance rękę złamaną w innej części Tatr. Taka wyprawa miłośników PRAWDZIWEJ PRZYGODY GÓRSKIEJ może być jedyna, niepowtarzalna... Koleżankom (trochę już zazdroszczą ) też nie należałoby ograniczać prawa udziału - na pewno czymś uatrakcyjniłyby wyprawę RE: nie ma to jak lekki plecak... - Sokół - 17-12-2009 05:18 PM No cóż, możemy się ustawić na wiosnę. Why not? RE: lekki plecak... lekka głowa... lekkie życie... - - 17-12-2009 05:59 PM Smyk napisał(a):Za przyjęcie mnie do grona obiecuję zapomnieć wziąć buty Buty to nie problem.... zawsze można se zrobić łapcie z łyka w lesie reglowym. Ale czekan to podstawa - czy to do strugania kamaszy, czy do fachowego zjazdu na lodospadach -wprost nieodzowny. RE: nie ma to jak lekki plecak... - - 19-12-2009 08:44 PM Dariusz napisał(a):Chłopak ma talent do pisania tego typu relcji, jak i duże doświadczenie taternicze. Czapki z głów, wiem że na kilku szczytach w Tatrach już był, o których ja i wy możemy sobie pomarzyć. Powiem - więcej----> Chłopak ma prawo robić wała ze mnie i tym podobnych. Plecak górski – budowa Przed zakupem plecaka górskiego warto zapoznać się z jego podstawową budową. Wiedza ta umożliwi optymalny wybór odpowiadający indywidualnym potrzebom. Typowy plecak turystyczny składa się z następujących elementów: komory – wewnętrzne miejsce plecaka. W przypadku większych modeli występują dwie komory oddzielone między sobą przegrodą. Dla osób biwakujących w górach zaleca się model ze specjalną komorą na śpiwór. klapy – służącej do ochrony zawartości plecaka, a także zmiany jego rozmiaru w zależności od załadowania. Idealnie nadaje się na przechowywanie pod nią namiotu bądź innego typu sprzętu. Na rynku dostępne są klapy odpinane, lub umocowane na stałe. W wersji odpinanej zmniejsza się waga plecaka turystycznego. komina – ta dodatkową cześć materiału stanowi przedłużenie komory, które zwiększa pojemność plecaka. Komin zakończony jest zwykle ściągaczem i występuje przeważnie w większych modelach plecaków. bocznych kieszeni – na najważniejsze akcesoria i gadżety, które można wyjąć bez przeszukiwania komory głównej. Zazwyczaj jedna z nich przeznaczona jest na butelkę z wodą. troków – umożliwiają przypięcie karimaty, lub kijów trekkingowych. Świetne rozwiązanie na dłuższe górskie wspinaczki. systemu nośnego – plecak na wycieczki może posiadać wentylowany system nośny, złożony z tylnego panelu, pasa biodrowego oraz pasów ramiennych. Czasem również pasa piersiowego. Powyższe elementy rozkładają ciężar ułatwiając dźwignie cięższych bagaży. Warto wiedzieć! Plecak górski może dodatkowo wyposażony być w kieszeń na bukłak, umożliwiający regularne nawadnianie podczas długich wypraw. Jaki plecak górski? Przed zakupem plecaka górskiego należy podjąć decyzję na jaki typ wypraw będzie on potrzebny – długość, warunki i ilość niezbędnego do spakowania sprzętu. W zależności od powyższego trzeba dobrać ładowność oraz poszczególną funkcjonalność związaną z elementami budowy plecaka podróżnego. Co więcej, zaleca się zweryfikowanie jakości plecaka na wycieczki, szwów, zamków oraz materiałów z jakich został wykonany. Ważną kwestią na dłuższe trekkingi jest wentylowany system nośny z pasami na biodra i klatkę piersiową. Przydatne są także boczne kieszenie i te ukryte wewnętrzne. Warto wiedzieć! Osoby ceniące praktyczność powinny wybrać model z dodatkowym zamkiem w dolnej części plecaka. Pozwala on na szybszy i łatwiejszy dostęp do rzeczy umieszczonych na dnie. Jak spakować plecak górski? Właściwie spakowanie plecaka górskiego przekłada się na komfort jego noszenia oraz obciążenie odczuwane przez kręgosłup. Przed przystąpieniem do pakowania warto zrobić listę wyłącznie niezbędnych rzeczy. Należy pamiętać, żeby ich ciężar nie przekroczył 20% masy ciała. Kolejną kwestią jest rozmieszczenie wybranych przedmiotów w plecaku: najlżejsze, ale zawierające najwięcej miejsca – na dno plecaka najcięższe przedmioty – po środku, najlepiej na wysokości łopatek lekkie i małe przedmioty – na górę małe i często używane – do bocznych kieszeni W zależności od ilości dni i samego szlaku zawartość plecaka na wycieczki będzie się różnić. Podstawą są ciepłe ubrania, kurtka przeciwdeszczowa, apteczka i prowiant. W przypadku kilku dni i spania na campingu także namiot, środki higieniczne, karimata oraz śpiwór. Przydatnym będzie również posiadanie latarki, kompasu, mapy, kuchenki turystycznej i powerbanku. Warto wiedzieć! Na każdą wyprawę niezależnie od jej trwania warto zabrać ze sobą pokrowiec przeciwdeszczowy na plecak podróżny. Dzięki niemu zawartość plecaka pozostanie sucha i nie ulegnie ewentualnym zniszczeniom. Plecak górski – jaka ładowność? Plecak turystyczny o przeznaczeniu na górskie wyprawy może posiadać różną ładowność. Wybór jednej z nich uzależniony jest od indywidualnych potrzeb, zabieranego sprzętu i długości trekkingu. Najpopularniejsze ładowności plecaków to: plecak górski 30 l – to mały plecak przeznaczony na krótkie wycieczki niewymagające specjalistycznego sprzętu plecak górski 40 l – jest to plecak średniej wielkości, wyposażony w bardziej rozwinięty system nośny. plecak górski 50-100 l – na najdłuższe kilkudniowe wyprawy, gdzie w plecak podróżny trzeba spakować dużo sprzętu biwakowego i akcesoria na różne sytuacje Warto wiedzieć! Czym większa ładowność plecaka tym bardziej zaawansowany jest plecak górski. Największe modele doskonale przystosowane są do większej ilości sprzętu – posiadają specjalne troki, klapy i optymalne systemy nośne. Podsumowując, plecak górski to niezbędny sprzęt na trekkingi górskie i różnego rodzaju wycieczki. W zależności od ilości zabieranych przedmiotów oraz czasu wyjazdu można dobrać właściwą wielkość i budowę plecaka. Istotną kwestią jest także poprawne spakowanie go.

jaki plecak w góry forum